Każdy z nas potrzebuje przebudzenia. Kopa. Motywacji.
Wszyscy jesteśmy tacy sami, jeśli naprawdę chcemy coś zrobić.

Moje przebudzenie.
Moja iluminacja.

Nagłe zderzenie elektronów, które spotkały się w mojej głowie, nie godząc się na kolejny wrzask. Pomyślałem sobie, że świat zbłądził za daleko, a my wciąż oddajemy władzę nad sobą ludziom, którzy na to nie zasłużyli.

Ludziom, którzy w kryzysie, zamiast szukać rozwiązania rzucają się od ściany do ściany pytając „A CO MY MOŻEMY Z TYM ZROBIĆ”???
Tym, którzy wówczas, gdy należy spojrzeć w przyszłość, szukają rozwiązań w minionych kryzysach.

Po czym ich poznasz? A po twardym łbie chociażby. To najprościej. Poza tym, po konformizmie, głowie w piasku i tym podobnych atrybutach. Po tym, że gdy coś uwiera bardziej niż powinno, rozkładają bezradnie ręce i mówią, że inaczej się nie da. Że coś jest NIEROZWIĄZYWALNE.

Nigdy do nich nie pasowałem.

Słyszałeś piosenkę Kaczmarskiego pt. „Mury”?
To właśnie o mnie jest jej druga zwrotka.