Jest taki film, w którym utalentowany handlowiec zostaje kaprysem bogatych staruszków dla których pracuje, pozbawiony dotychczasowego życia, a jego miejsce zajmuje wyrwany z ulicy lump. Staruszkowie chcą tym samym udowodnić sobie marksistowski aksjomat, że byt określa świadomość i są ciekawi, czy obaj (i lump i broker) poddadzą się presji i wymogom środowiska w których nieoczekiwanie się znaleźli. Lump – presji klasy średniej, a broker – presji ulicy.

Amerykański tytuł tego filmu (‚Trading places’) zawiera pewną wieloznaczność. Polskie tłumaczenie tytułu brzmi, cóż, bardziej dosłownie, lecz wciąż wdzięcznie.

Po wyborach do Europarlamentu zanotowałem na swoim fejsbuczku: 

Przyzwyczailiśmy się już, że lewica odcięła się od swoich korzeni, wyzywając ludzi poturbowanych społecznie „od bezzębnych Januszy, którzy se nie radzą”. Lecz to nie wszystko. W podobnym tonie brzmią nawoływania do likwidacji programów społecznych, zwiększania obciążeń fiskalnych, czy podwyższenia wieku emerytalnego. Te postulaty też – cóż za czasy! – płyną od ludzi określających się jako… lewicowcy! Z drugiej strony mamy zaś partie z chrześcijaństwem w tytule, lub rodowodzie, które ochoczo kształtują świat bez zbędnego balastu „całych tych guseł” i wartości, które kiedyś dały Europie potęgę.

(…)

Przeglądając wyniki ostatnich wyborów rzucają się w oczy za to kolejne „osiągnięcia” dialektycznego myślenia: bezobjawowa demokracja i populistyczne spełnianie obietnic wyborczych.

Bezobjawowych demokratów poznaje się po tym, że są w opozycji do oczekiwań większości i kreślą nowe linie społecznych podziałów. Poza tym – jak to bezobjawowi demokraci – obcesowo i agresywnie odrzucają niekorzystne dla siebie wyniki powszechnych wyborów. Strasząc zaś „populistami spełniającymi wyborcze obietnice” komentatorzy podkreślają, że próbują oni realizować deklarowane w wyborach cele społeczne i gospodarcze, oraz respektują wręcz obsesyjnie podstawowe wolności obywatelskie, w tym prawo do wolności zgromadzeń i wyrażania poglądów – co (jak wiadomo) prowadzi do niepokojów.

Wybory do Parlamentu miały miejsce kilka tygodni temu. Co będzie za kolejnych kilka tygodni? Gwiazdy wiedzą. I Bóg też. My nie. My możemy się tylko obawiać.

Ostatnio odbyły się obchody 75 rocznicy lądowania wojsk alianckich w Normandii, na których kanclerz Niemiec wyraziła wdzięczność za to, że międzynarodowy sojusz pokonał w jej kraju rządy… nazistów. O tym, że na nazistów składało się niemalże całe społeczeństwo niemieckie poniesione na skrzydłach manii wielkości już się nie zająknęła.

Anglicy wybrali Brexit, ale ociągają się z jego realizacją, licząc że ktoś to za nich zrobi. A Europie się niespieszy, bo nic na tym Brexicie nie ugra. Trwa więc kolejna niezamknięta sprawa. Zobaczymy jak długo. Pewnie do chwili, gdy trzeba będzie rzucić na stół jakiś szmal.

Przeinaczanie sensów, zamiana znaczeń i bezdenna nieodpowiedzialność – te sprawy mogły bawić i wydawać się irracjonalne dekadę temu. Ale trwało latami i PSTRYK – irracjonalność się ulegitymizowała. Zabawnie być przestało. Ludzie zaczynają chować głęboko w kieszeń i logikę i elementarne poczucie przyzwoitości. Zaczyna się bój o przetrwanie w nieprzyjaznym środowisku.

(Nie)oczekiwana zmiana miejsc. Rock’n’roll