Internet nas radykalizuje. Dla mnie to najważniejsza myśl z książki Scotta Gallowaya pt. „Four” którą niedawno skończyłem czytać.

Dla niektórych może to brzmieć pewnie nieco staroświecko, ujawniając jakiś lęk przed Wielkim Nieznanym. Nie jest tak. Osobiście jestem bowiem przekonany o tym, że gdy wreszcie człowiek na dobre zamieszka w Sieci (bo taki wydaje mi się realny kierunek rozwoju świata, nie wierzę w mrzonki o podróżach międzygwiezdnych), to będę jednym z pierwszych jej lokatorów.

Internet, w dzisiejszej postaci, uczy się nas, podsuwając treści, których według Sieci zdajemy się szukać. Co bardziej frapujące, każdym naszym kliknięciem czyni to jeszcze lepiej i jeszcze bardziej.

Frapujące jest to, że tak skonstruowane algorytmy zamiast zbliżać ludzi do siebie, oddalają ich pchając w coraz bardziej indywidualne nisze. I jakkolwiek banalna wydaje się być obserwacja, że ludzie o prawicowych poglądach skręcają dzięki Internetowi jeszcze bardziej w prawo, a ludzie o lewicowych poglądach, jeszcze bardziej w lewo, to gdy dodamy do tego inne obszary zainteresowań (motoryzacja, sport, zakupy, czy nagie fotki) w efekcie otrzymujemy spersonalizowane, indywidualne przestrzenie, które istnieją tylko dla nas i niechętnie się nimi dzielimy z innymi.

Innymi słowy, ściany baniek, które nas otaczają, stają się coraz grubsze.

 

Tu pojawia się niezwykły paradoks. Współczesny Internet nie czyni nas bardziej otwartymi na świat. Nie przynosi ożywczego tchnienia. Wręcz przeciwnie. Zamyka nas. Spycha nasze poglądy, jakie by one nie były, w stronę ekstremum.

Odkrycie na miarę Kopernika.

Każdemu, kto myśli, że jest odporny na te miękką radykalizację proponuję cofnięcie się na swojej osobistej osi czasu o rok czy dwa i zapytanie samego siebie czy różnicę w poglądach, które miał kiedyś i teraz można określić tylko i wyłącznie jako ewolucję? I czy ta ewolucja wynika z wewnętrznej potrzeby, czy może jest efektem nieuświadomionej presji z zewnątrz?

Dziś, właśnie dziś budzę się i stwierdzam, że w przypadku pewnych relacji dzieli mnie z niektórymi osobami więcej niż rok temu. Może to nie jest jeszcze droga bez powrotu, ale na pewno wykonanie ‚w tył zwrot’ wymaga coraz więcej wysiłku.

Dlatego i mój mały apel – Pamiętajmy o naszych relacjach przed social media. Niekiedy warto wziąć głęboki oddech i uświadomić sobie ile jest różnic między nami. Bo, do diaska tak! Ludzie różnią się między sobą! I to jest właśnie piękne.

Wybraliśmy sobie przyjaciół bo coś nas w nich zaintrygowało, a nie dlatego, że byliśmy podobni i spijaliśmy sobie z dziubków wartości, cele i pasje.

Niech tak zostanie.